Sam przyjechał do ojca

Projekt Mapa Łebian, realizowany przez łebską bibliotekę gromadzi wspomnienia mieszkańców miasta. Przedstawiamy historię górnika, stoczniowca i rybaka Mariana Kosza

Marian Kosz opowiada o tym, jakie skomplikowane powojenne losy sprowadziły go do Łeby Foto : materiały własne

     Mój ojciec Jan Kosz był na froncie za Berlinem. Mama myślała, że ojciec zginął i zaczęła na nowo układać sobie życie. A mnie z dziadkami Koszami wywieźli z Dobromila koło Przemyśla na tzw. ziemie odzyskane. Gdy ojca zdemobilizowali, to z kolegą przyjechał do Gdyni, gdyż tam potrzebowali do straży portowej. Gdy w Łebie otworzyli port, to ojciec w 1946 roku przyjechał do Łeby. Znaleźliśmy go przez Czerwony Krzyż.
     Ja byłem z dziadkami w Bożej Górze (dziś Boguszów) koło Wałbrzycha. Tatę znalazłem w Łebie. Przyjechałem do niego sam w 1946 roku. Miałem wtedy 10 lat. Dziadkowie zostali w Boguszowie.
     W Łebie ojciec ożeni się drugi raz. Zamieszkaliśmy przy ulicy l Maja. Tata pracował do emerytury w porcie. Pływał na kontrolerze, pracował z panem Dominiakiem w dziale technicznym. Jest pochowany na cmentarzu w Łebie.
     Gdy w 1946 roku przyjechałem do ojca, to rozpocząłem naukę w IV klasie szkoły podstawowej. Potem wyjechałem do Boguszowa. Tam ukończyłem szkołę górniczą. Była to Szkoła Zawodowa Kopalni Węgla Kamiennego „Wiktoria”. W Boguszowie odbywałem także praktykę zawodową. W Wałbrzychu zacząłem grać w piłkę nożną. Gdy ukończyłem szkołę zawodową, powróciłem do Łeby i zacząłem pracować na stoczni. W1953 roku w Łebie powstał klub sportowy „Start”, w którym grałem w piłkę. Wcześniej klub nazywał się „Gwardia”, gdyż grali tam w piłkę marynarze, milicjanci i wojskowi.

     W 1955 roku ożeniłem się z Dorotą Łoś. Zamieszkaliśmy przy ulicy Nad Ujściem. Żona zajmowała się dziećmi, a gdy córki podrosły, powróciła do pracy w sieciami w Spółdzielni X-lecia PRL, późniejszym „Rybmorze”.
     Tam pozostała aż do emerytury. W październiku 1955 roku zostałem powołany do wojska, W1958 roku, gdy wróciłem z wojska, przeprowadziłem się z rodziną do bloku przy ulicy Kościuszki. Mieszkamy w nim do dziś.
     W1959 roku zacząłem pływać. Z początku byłem motorzystą. Razem z Janem Horoszmanem woziliśmy turystów na wydmy. Potem przeszedłem do „Rybmoru”, gdzie przepracowałem 37 lat.
     Pływałem na statkach „Halny” i „Wiking III”. Pełniłem funkcję kierownika jednostki lub kapitana. Miałem też własny kuter Łeb-6o. Był to 25-metrowy blaszak, największy kuter w Łebie. Kupiłem go w Kołobrzegu z „Barki”, a potem sprzedałem do Włoch. Pół roku byłem w Palermo.
     Posiadam dyplom oficera polskich statków morskich, dyplom szypra I Wąsy rybołówstwa morskiego, świadectwo operatora – radiotelegrafisty oraz ratownika morskiego. Od 2OO6 roku jestem na emeryturze, ale dalej pływam na „Brzydkim Kaczątku”.
     Mamę sprowadziłem do Łeby, gdy miała 90 lat. Tu była rok i zmarła. W 2005 roku otrzymaliśmy z żoną medal od prezydenta Lecha Kaczyńskiego za długoletnie pożycie małżeńskie, a w 2012 roku Ministerstwo Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej , przyznało mi odznakę honorową „Zasłużony pracownik morza”. Mamy trzy córki: Marię, Grażynę i Wiolettę, pięć wnuków, dwie wnuczki i pięcioro prawnuków.

Materiały zaczerpnięte z artykułu : Echo Ziemi Lęborskiej Piątek, 8 stycznia 2016 Autor : Marian Kosz db.lebork@prasa.gda.pl